http://kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1129884&KAT=239
Glodna Polska
Popsujemy Ci urlop! Kraj tylko z okien auta ladnie wyglada, bo za oknem
ludzie nie maja co jesc
W Polsce kradna zywnosc! Przybywa niedozywionych i glodnych. To juz kilka
milionow osob. Tego zjawiska nie da sie wytlumaczyc tylko niezaradnoscia
zyciowa.
WLODZIMIERZ SZCZEPANSKI 2003-08-19
Czy w Polsce jest glod? Na pewno - uwaza mieszkanka Chelmzy. Pani Malgorzata
wyglada jakby wrocila z Auschwitz. Aby wykarmic rodzine, kradnie ziemniaki z
plantacji w pobliskich Zegartowicach. Nie otrzyma wsparcia z osrodka pomocy.
Rodzina ma dochod. Kilkaset zlotych pensji nie uprawnia ich do zasilku.
Ludzi w podobnej sytuacji jest w Polsce kilka milionow. Zarabiaja za duzo,
aby umrzec, ale za malo, aby zyc. Dlatego kradna. Tylko urzednicy, od
gminnych po ministerialnych, wciaz zapewniaja, ze w Polsce nie ma problemu
glodu. Ci, ktorzy nie maja co jesc, w statystykach zapisani sa w rubryce
niedozywieni, czyli xle odzywiajacy sie. A to sa na przyklad takze ci,
ktorzy nieprawidlowo dobieraja skladniki. W sumie to ich wina, tych
wszystkich wegetarian i innej masci eksperymentatorow...
Ale na przymusowa diete wegetarianska w Polsce przeszlo juz kilka milionow
ludzi. Podstawa ich wyzywienia jest maka i ziemniaki. Wedlug lipcowych badan
Fundacji Banku Zywnosci, wykonanych przy pomocy organizacji pozarzadowych i
ministerstwa pracy, z pomocy zywnosciowej korzysta ponad trzy miliony ludzi.
W fundacji podkreslaja, ze to sporo zanizone dane.
- Z pojawiajaca sie w mediach liczba osob niedozywionych polemizowalbym. My
badalismy to zjawisko na podstawie wplywu na organizm. Z medycznego punktu
widzenia uwazam, ze grono niedozywionych jest mniejsze. W Polsce wiekszym
problemem jest otylosc - twierdzi tymczasem Lucjan Szponar, dyrektor
warszawskiego Instytutu Zywnosci i Zywienia. Tak medycznie widza problemy
glodnych niektorzy polscy naukowcy. I wlasciwie maja racje, w koncu o
etiopskich dzieciach z rozdetymi z glodu brzuszkami tez mozna powiedziec, ze
sa niedozywione.
W Pisanicy w wojewodztwie warminsko-mazurskim patrole Stacji Hodowli Roslin
pilnuja plantacji ziemniakow. Nocami na pole spada szarancza ludzi. Kradna
ziemniaki.
Pochwala zlodziejstwa
- A jak myslicie, dlaczego kradna? Czy gdyby byli syci, to kradliby? - pyta
mieszkaniec Pisanicy. Sklada worek w kostke i wsuwa pod bagaznik roweru. - I
dobrze, ze kradna. Gdyby nie mieli takiej mozliwosci, to weszliby do domu.
Ucieliby leb i tyle. Glod jest sprzymierzencem szalenstwa.
Posiadacze niewielkich dzialek, przede wszystkim pracownicy Stacji Hodowli
Roslin, oburzeni sa, ze zlodzieje zakradaja sie tez do ich warzywnikow.
Najchetniej powiesiliby tych kradnacych na sprzedaz. Poblazaja zabierajacym
kilka ziemniakow, bo ci kradna z biedy. Pracownicy pisanickiego gospodarstwa
zarabiaja po 600 zlotych. Swoimi pensjami budza politowanie pozostalych
mieszkancow wsi. Czynsze w blokach siegaja 400 zlotych miesiecznie. Na zycie
zostaje im 200. Czy to wystarczy na utrzymanie rodziny?
- Moze usprawiedliwiam tych zlodziei. Ale jak nie bede mial co jesc, to sam
pojde na pole - dodaje kombajnista.
W blokach dawnego Punktu Obslugi Maszyn, remontujacego sprzet rolniczy
Stacji Hodowli Roslin, gdzie jest najwieksza liczba osob pozbawionych
stalego dochodu, twierdza, ze nie chodza na kartoflisko.
- Widzialam, jak jeden z pracownikow osrodka zatrzymal sie w poblizu pola i
zbieral ziemniaki - opowiada bezzebna kobieta.
Nie wyjasnia, dlaczego byla wtedy na kartoflisku. Tymczasem na osiedlu
Stacji Hodowli Roslin lokatorka najwyzszego pietra przekonuje, ze widziala
POM-owcow, jak "szli" na ziemniaki.
Eugeniusz Falacinski nalezy do grona osob, ktore maja juz emeryture.
Pokazuje okno sasiedniego domu: - Na przyklad ten sasiad nie ma pracy,
wlasnej dzialki, to musi krasc. To ironia losu, glod w XXI wieku.
W pobliskiej szopie siedzi Stanislaw Lukaszewicz: - Nie mam zadnych
dochodow. Usilowalem zlapac jakas robote. Ostatnio gmina szukala kierowcow.
Zglosilo sie 90 chetnych. Prace wylosowalo 15. Jak sie wiec zyje? Kombinuje
sie!
Ciemna strona
Pracownicy Stacji Hodowli Roslin w Pisanicy odstraszaja tylko zlodziei.
Patrole maja unikac zatrzymywania kradnacych, a tym bardziej strzec sie tych
agresywnych. Policja rzadko zaglada w te okolice. Niewiele mozna zrobic
zlodziejom, bo nie popelnili przestepstwa. ¸up zlodzieja nie przekracza
kwoty 250 zlotych, czyli dopuscil sie on wykroczenia. Na kradziez zdobywaja
sie czesto nieletni. Dla nich kara skonczy sie na pogrozeniu palcem. Stacji
nie moze pomoc sad. Wiekszosc zatrzymanych jest tak biedna, ze nie byloby z
czego sciagnac kary. Patrole pracownikow nie wchodza do lasow, bo bez broni
strach. Nielegalni drwale przewrocili drzewo na jeden z samochodow
pisanickiego osrodka hodowli roslin. Pojazd na szczescie zatrzymal sie przed
spadajaca kloda. Z lasow nalezacych do osrodka zostaly resztki drzew.
Wojciech Bury, dyrektor Stacji w Pisanicy niechetnie mowi o kradziezach: -
Kiedy raz opowiedzialem dziennikarzom o naszym problemie, to po paru dniach
spalono mi samochod.
Pisanica nie przypomina popegeerowskiej wioski. Wiekszosc domow jest
zadbana. Przy kazdym ogrodki warzywne. Pozostale wioski w gminie sa podobne.
Ale na 7,5 tysiaca mieszkancow gminy z pomocy spolecznej korzysta 3,5
tysiaca. Kto moze, wyjezdza stad za praca.
- Zlodziei podzielilbym na dwie kategorie: na tych, co maja kradziez we krwi
i tych, co kradna z glodu. Niestety, tych drugich jest wiecej. Znam nawet
bezrobotnego, co kupil samochod i teraz przyjezdza na nasze plantacje.
Wywozi ziemniaki, ziola, co tylko da sie spieniezyc - opowiada pracownik
gospodarstwa. Prosi o anonimowosc.
Zorganizowani zlodzieje przyjezdzaja samochodami. Nocami rozkopuja grzadki,
niszczac przy okazji sasiednie. Ziemniaki sprzedaja na targowisku w Elku.
Aby ograniczyc zlodziejstwo, gospodarstwo oferowalo kazdemu chetnemu
mieszkancowi Pisanicy po piec arow ziemi. Mieli tylko zadbac o ziemniaki.
Nie wszyscy mieszkancy wsi zdecydowali sie na to. Zwlaszcza ci z blokow
nalezacych do dawnego POM-u. Oni sa najdluzej bez pracy. Z pol stacji masowo
przy uzyciu maszyn kradziona jest kukurydza. Wkrotce tez zniknie wiekszosc
sprasowanej slomy. Na czarnym rynku sprasowana bela slomy kosztuje okolo 20
zlotych. Dyrektor Bury, mimo uciazliwosci kradziezy, potrafi dostrzec ich
przyczyne: - Na gorze nie pomyslano o skutkach transformacji, a strasznie
dotknela mieszkancow tych regionow. Czy nie lepiej bylo utrzymac PGR-y, niz
placic na opieke spoleczna - zastanawia sie.
Gorzka "Slodka chwila"
Problem z kradzieza zywnosci jest nawet w Warszawie. Wystarczy pojechac na
dzialki za Okeciem. Dotychczas z altan znikalo wyposazenie. Teraz
dzialkowicze obserwuja nowe zjawisko. - Zlodziej wszedl przez okno. Zabral
nam tylko zywnosc. Mielismy kilka puszek konserw - twierdzi Tadeusz
Krzeminski, dzialkowicz.
Popularnoscia wsrod zlodziei ciesza sie tez kwiaty. Sprzedawane sa na
warszawskich bazarach. Wycinane sa takze krany. Na zlomowisku taki kran
kosztuje 10 groszy. Kilka wystarczy na chleb. Niemal kazdego dnia sa
wlamania do altanek. Najczesciej zloczyncy wchodza do domkow, niszczac lomem
zamki. Niedawno zlodzieje wlamali sie do domu Urszuli Kolasinskiej: -
Zabrali kawe, cukier, zupy w proszku, puszke pasztetu. Pokusili sie nawet na
budyn "Slodka chwile". Kreca sie tu tez mlodzi. Nie wyjechali na wakacje. To
chodza i kradna jedzenie, a pewnie tez to, co mozna spieniezyc.
Kolejny dzialkowiec dodaje: - Nie ruszaja napoczetego jedzenia. Nie pokusili
sie na otwarta konserwe czy na resztke wodki. Podobnie bylo u sasiada. Czy
zlodzieje boja sie, ze ktos zostawia zatruta zywnosc?
W warszawskich hipermarketach jest podobnie. W Auchan przy ulicy Modlinskiej
zlodzieje kradna
kosmetyki i zywnosc. - Pewnie na handel, chociaz
przypuszczam, ze czesc do wlasnego uzytku. Teraz zatrzymujemy mniej osob.
Jest lato, nie maja gdzie ukryc towaru. Od wrzesnia zatrzymujemy srednio
piec osob dziennie. Kradnacy nie wygladaja na meneli - opowiada jeden z
ochroniarzy.
Objawy po wakacjach
Chelmza. Miasteczko polozone wsrod urodzajnych pol. W dotknietej bezrobociem
Chelmzy nie wszyscy posiadaja wlasne dzialki warzywne. Od dwoch lat samorzad
dokarmia dzieci takze w wakacje. W tym roku jest ich 80. Nie wszystkie
pochodza z rodzin patologicznych. Tych, ktorych do korzystania z darmowych
obiadow zmusila sytuacja, moze byc nawet 20 procent.
- We wrzesniu dzieci wracaly do nas z objawami choroby glodowej. Szczegolnie
czeste bylo to wsrod dzieci ze srodowisk popegeerowskich. Teraz nie widze
glodujacych dzieci, bo duzo im sie pomaga. Slyszalem opinie, ze
przyzwyczajamy ludzi do pomocy, ale my robimy to ze wzgledu na dzieci - mowi
Marek Wierzbowski, nauczyciel miejscowej szkoly specjalnej.
Jeden z mieszkancow przypomina sobie sytuacje sprzed ponad roku: - Do sklepu
przyszla kobieta. Zamowila artykuly spozywcze. Na koniec podala dowod i
oswiadczyla, ze nie zaplaci. Stwierdzila, ze sklepowa moze wezwac policje,
ale ona musi wziac jedzenie dla dzieci. Podobno zaplacil za nia policjant.
Niedaleko Chelmzy znajduje sie gospodarstwo rolne Zegart-Farms. Plantacja
ziemniakow zajmuje 600 hektarow. Tutaj pola sa takze patrolowane.
- Gdyby nie patrole, to straty bylyby wieksze. Najgorsze jest to, ze przy
okazji kradziezy wiele ziemniakow zostaje zniszczonych. Rocznie tracimy 5-10
hektarow plantacji - mowi Stanislaw Machaj, dyrektor Zegart-Farms w
Zegartowicach.
Aby zobaczyc kopaczy, nalezy pojechac okolo godziny trzeciej na
zegartowickie pola. Czesc zlodziei opanowala sztuke jazdy rowerem
obladowanym workami ziemniakow.
- Do Zegartowic jezdza ludzie, ktorzy potrafie jeszcze zakombinowac.
Najpierw ktos przywozi ziemniaki dla siebie, a potem dla sasiadow za pare
zlotych. Okazja czyni zlodzieja. To jednak panstwo nie zadbalo o ludzi z
marginesu. Ci ludzie siegaja wiec po najlatwiejsze rozwiazanie swojego
problemu, kradziez - twierdzi Wiaczeslaw Jarmulski, ktory od lat organizuje
pomoc miejscowym rodzinom bez dochodow.
To tylko niedozywienie
W Miejskim Osrodku Pomocy Spolecznej w Chelmzy nie slyszeli o problemie
glodu. Nie dotarly takze pogloski, ze ich podopieczni kradna ziemniaki.
Podobnie jest w gminie Kalinowa, do ktorej nalezy Pisanica.
- Gdyby pracownicy socjalni slyszeli o takich przypadkach, to zglosiliby na
policje. Kradziez to kradziez. Nie mam pojecia, czy mieszkancy Elku jezdza
na ziemniaki - mowi Maria Scieranska, kierownik Miejskiego Osrodka Pomocy
Spolecznej w Elku.
Nic dziwnego, ze pracownicy socjalni nie slyszeli o procederze. Kradna ci,
co jeszcze maja niewielki dochod. Bo nie podlegaja pomocy spolecznej. Nikt
tez nie zwierzy sie, ze kradnie. Obawiaja sie kary.
Socjolog, profesor Elzbieta Tarkowska z Polskiej Akademii Nauk, takze uwaza,
ze w Polsce nie ma problemu glodu. Istnieje niedozywienie. Zaskoczona jest
jednak, ze mimo czestych w mediach informacji o tym zjawisku, spoleczenstwo
dalej niechetnie porusza problem niedozywienia dzieci. - Zjawisko to nie
wynika z tego, ze rodzice nie daja im jedzenia. Oni nie maja co dac -
twierdzi profesor Tarkowska. - Wyglad domostwa nie musi swiadczyc, ze w tej
posesji nie ma co jesc. Moze tam byc telewizor, nawet jakis samochod i
brakowac pieniedzy na jedzenie.
Wedlug badan Glownego Urzedu Statystycznego w 2001 roku, ponad polowa
Polakow zyla ponizej granicy niedostatku. Rodziny te zarabialy ponizej 400
zlotych miesiecznie na osobe. Z tego grona niedostatku 5,8 miliona moglo
starac sie o pomoc spoleczna, a z tej liczby uprawnionych do pomocy 3,7
miliona zylo ponizej granicy ubostwa. W 2002 roku liczba ubogich rodzin
zwiekszyla sie. Smutna statystyke uwidocznil Narodowy Spis Powszechny. Spis
pokazal, ze z wlasnej pracy utrzymuje sie tylko 32,3 procent Polakow. Z
zasilkow, rent i emerytur zyje 28 procent.
Najubozsze rodziny odzywiaja sie potrawami na bazie maki, warzyw, jak
chociazby gotowana cebula. Zdaniem badaczy, ich tryb zycia prowadzi do
wyniszczenia organizmu.
- Niedozywienie skutkuje zaburzeniami rozwoju fizycznego, a nawet
psychicznego. Waznym elementem w diecie jest ilosc bialka. Szczegolnie u
osob mlodych - wyjasnia profesor Stanislaw Berger z warszawskiej SGGW. -
Moim zdaniem, w Polsce jest niewielu niedozywionych, a w tym jest procent
glodujacych. Ale to i tak jest powod do wstydu.
Wedlug lekarzy, niedozywienie to stan kliniczny, na ktory skladaja sie
skutki przedluzonego niedoboru skladnikow zywieniowych. Dopiero profesor
Henryk Domanski, socjolog z Polskiej Akademii Nauk mowi wprost: - W Polsce
zjawisko glodu istnieje. W Polsce glodni byli tuz po wojnie, a potem
zjawisko to zanikalo. Pojawilo sie znow w latach 90.
Sumienie poczeka
Na pole w Zegartowicach jexdzi pani Malgorzata. Kradnie ziemniaki. Kobieta
wazy z 40 kilogramow. Zapadniety brzuch, wystaja zebra, podkrazone oczy. -
Gdyby nie te ziemniaki, to glodowalibysmy - przyznaje.
W mieszkaniu panuje polmrok. Trudno o miejsce do siedzenia. Jedenastoosobowa
rodzina mieszka na 28 metrach kwadratowych. Glownym zywicielem rodziny jest
maz pani Malgorzaty. Miesiecznie zarabia 800 zlotych. Dorosle corki nie maja
pracy. Najstarsza po szkole handlowej chciala sie uczyc dalej. Jej nauka
kosztowalaby rodzine zbyt duzo, miesiecznie 60 zlotych.
- Podejmuje sie kazdej roboty. Ostatnio pracowalam po 10 godzin. Zbieralam
fasole, za kilogram placili 25 groszy, a 15 groszy za cebule - opowiada
wychudzona kobieta.
Najgorzej jest zima, gdy trzeba kupic opal i buty. Pani Malgorzata nie
wierzy, ze bedzie lepiej. Czy ma wyrzuty sumienia, ze kradnie?
- Owszem, dreczy sumienie - na chwile spuszcza glowe. - To jest takie
upokarzajace, szczegolnie jak zlapia. Co jednak pozostaje?
Kulisy nr 33/2003